Wiedźmin Geralt i jego świat
Wiedźmin to gra łącząca spektakularne, zapierające dech w piersiach wizualizacje scen akcji oraz skomplikowaną i wciągającą fabułę. Rozgrywka toczy się w świecie stworzonym przez polskiego pisarza fantasy, Andrzeja Sapkowskiego, którego książki niemal zawsze stają się bestsellerami. Jego dzieło ma wiele wspólnego z innymi fantastycznymi krainami, równie wiele wyróżnia je jednak z całego tłumu nierzeczywistych miejsc.




- Wyzywam cię! - powtórzył Cykada, blednąc i czerwieniejąc na przemian. - Słyszysz, wiedźmińska zarazo? Czego ci jeszcze trzeba? Mam napluć ci w gębę?
- Pluj sobie.
Cykada zatrzymał się i rzeczywiście nabrał tchu w piersi, składając usta do plunięcia. Patrzył w oczy wiedźmina, nie na jego ręce. I to był błąd. Geralt, wciąż nie zwalniając kroku, błyskawicznie uderzył go, bez zamachu, tylko z ugięcia kolan, pięścią w kolczastej rękawicy. Uderzył w same usta, prosto w wykrzywione wargi. Wargi Cykady pękły, eksplodowały jak miażdżone wiśnie. Wiedźmin zgarbił się i uderzył jeszcze raz, w to samo miejsce, tym razem biorąc krótki zamach, czując, jak wraz z siłą i impetem uderzenia uchodzi z niego wściekłość. Cykada, obracajac się z jedną nogą w błocie, a drugą w górze, rzygnął krwią i plusnął w kałużę, na wznak. Wiedźmin, słysząc za sobą syknięcie klingi w pochwie, zatrzymał się i obrócił płynnie, z dłonią na rękojeści miecza.
- No - powiedział drżącym ze złości głosem. - No, proszę.
Ten, który dobył broni, patrzył mu w oczy. Przez chwilę. Potem odwrócił wzrok. Pozostali zaczęli się cofać. Powoli, coraz szybciej. Słysząc to, człowiek z mieczem cofnął się również, bezgłośnie poruszając ustami. Ten, który był najdalej, odwrócił się i pobiegł, rozpryskując błoto. Pozostali zamarli w miejscu, nie próbowali podchodzić.
Cykada obrócił się w błocie, uniósł się, wspinając na łokciach, zabełkotał, charknął, wypluł coś białego wraz ze sporą ilością czerwieni. Przechodząc obok Geralt od niechcenia kopnął go w policzek, druzgocąc kość jarzmową, ponownie wchlapując w kałużę.




Nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe - skutek utraty pigmentu w wyniku mutacji. Usmiech... coś paskudnego, przypominał pękającą ranę. Pod płaszczem nosił wytarty skórzany kubrak, sznurowany pod szyją i na ramionach, na pasie za plecami nosił miecz. Buty miał zawsze zakurzone i brudne. Długie aż do łokci mankiety kaftana były gęsto nabijane ćwiekami, podobnie jak rękawice.